29 listopada 2014

Moje wypieki i Desery – must have na każdej półce.

Bloga Moje Wypieki raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Co tu dużo mówić – to jeden z najlepszych, według mnie blogów kulinarnych, powalający ilością wpisów, jakością zdjęć i niesamowitą konsekwencją autorki w uzupełnianiu go o nowe wypieki. Gdy szukam inspiracji na ciasta bardzo często zaglądam na tą stronę – właściwie trudno znaleźć przepis, którego już tam nie ma. Dlatego fakt, że powstała pierwsza książka, a niedawno też druga, bardzo mnie ucieszył.

Mam obie książki Doroty Świątkowskiej, dlatego postanowiłam zamieścić je w jednym wpisie, bo poniekąd stanowią całość i uzupełniają się. Przepisy są podzielone na kategorie – w pierwszej książce według rodzajów wypieków, w drugiej tematycznie, każdy z nich jest zilustrowany przepięknymi zdjęciami, instrukcje są jasne i łatwe do zrozumienia – nawet w tych bardziej skomplikowanych przepisach (co moim zdaniem przekłada się też na popularność bloga i fakt, że chętnie się tam wraca). Na końcu znajdują się jeszcze praktyczne porady. Graficznie również oba wydawnictwa stanowią całość – czasem po prostu siadam i pod pretekstem szukania przepisu do upieczenia przeglądam książki w tę i z powrotem, bo bardzo, ale to bardzo mi się podobają!

Wyszło trochę jak pean na cześć Moich Wypieków, ale co ja mogę zrobić?
To po prostu świetne wydawnictwo – oby takich więcej!






23 listopada 2014

Makaron z serem gorgonzola, kurczakiem i oliwkami

To drugie podejście do tej kombinacji. Za pierwszym razem była to improwizacja i wyszło smacznie, więc za drugim razem trzeba było uwiecznić danie na zdjęciu u opisać. Danie ekspresowe jeśli ma się kawałek upieczonego wcześniej kurczaka. Bez niego pewnie też jest niezłe :)



Parafrazując Joey'a z  Przyjaciół: gorgonzola - dobra, kurczak - dobry, makaron - dobry, oliwki - dobre, pesto - dobre. Czego tu nie lubić??

Składniki:
* Upieczona pierś z kurczaka
* 200 g sera gorgonzoa
* pół szklanki mleka
* łyżeczka pesto
* garść oliwek
* kiełki rzodkiewki
* 200 g makaronu spaghetti

  1. Makaron ugotować tak, żeby był troszkę twardszy niż al dente.
  2. Kurczaka pokroić w kostkę.
  3. Kurczaka wrzucić na patelnie, dodać pesto, gorgonzolę, mleko i cały czas mieszać aż ser się rozpuści. Sos powinien być dość rzadki.
  4. Do sosu dodać makaron tak, żeby "doszedł" na patelni, dorzucić oliwki i podgrzewać aż makaron wchłonie nadmiar sosu i usyska odpowiednią twardość. 
  5. Doprawić solą i pieprzem - ser jest dość intensywny w smaku więc jest to opcjonalne.
  6. Posypać kiełkami rzeżuchy. 

10 listopada 2014

Drożdżowe bułeczki z daktylami



Aromatyczne słodkie bułeczki z daktylami, morelami, orzechami i korzennymi przyprawami. Wariacja na temat szwedzkich bułeczek cynamonowych. Ciasto wyrabia się bardzo łatwo – szczególnie, jeśli użyjecie  suchych drożdży. Przepis na ciasto drożdżowe wzięłam z książki Moje Wypieki i Desery, nadzienie wymyśliłam sobie sama!

Ciasto: 
  • 160 ml mleka
  • 3 łyżki cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko
  • 2 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki roztopionego masła
  • 7 g suchych drożdzy
  • cukier perlisty - do dekoracji
Nadzienie:
  • 50 g daktyli
  • 5 suszonych moreli
  • 100 g mieszanki orzechowej
  • 2 łyżki miodu
  • łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  • 100 ml śmietany 30%
  1. Mąkę wymieszać z drożdżami, dodać pozostałe składniki (roztopione masło na końcu) i wyrobić ciasto. Przełożyć do miski, przykryć i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 90 minut.
  2. Daktyle i morele posiekać na drobne kawałeczki, orzechy włożyć do woreczka foliowego i rozwałkować – tym sposobem pokruszą się na mniejsze kawałeczki. Włożyć orzechy, daktyle i morele do miseczki, dodać miód, śmietanę i przyprawy, wszystko wymieszać.
  3. Ciasto lekko wyrobić, rozwałkować na prostokąt.
  4. Na cieście rozsmarować nadzienie i zwinąć je w rulon, pokroić na plastry o grubości ok. 1 cm. Bułeczki ułożyć na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, w sporych odległościach od siebie. Posypać cukrem perlistym. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 30-40 minut.
  5. Przed pieczeniem posmarować bułeczki roztrzepanym jajkiem.
  6. Piec 15 minut w temperaturze 180 stopni.
Najlepiej smakują z kawą lub szklanką zimnego mleka.





9 listopada 2014

Pół roku bez mięsa – ale fajnie!

http://mrerror07.deviantart.com/art/Vegetarianism-346571922






















Czuję, że muszę napisać ten post, żeby ruszyć dalej z prowadzeniem bloga, w nieco innej odsłonie.
Decyzja o zaprzestaniu jedzenia mięsa przyszła spontanicznie, raczej na zasadzie "zobaczę, co z tego wyjdzie". Nie nazwałabym siebie wegetarianką (bo zdarza mi się sięgnąć po rybę czy owoce morza czy nabiał), chociaż w tej chwili większość potraw, które gotuję stanowią potrawy kuchni roślinnej – za to na pewno czuje się świetnie (lżej, chociaż prawie nic schudłam :), a poczucie, że to co jem nie przyczynia się do wspierania wątpliwych działań przemysłu mięsnego, jest bezcenne.

W początkowym okresie pomogła mi trochę akcja "Zostań wegetarianinem na 30 dni". Nie korzystałam co prawda z przesyłanych przepisów, ale chętnie czytałam różne ciekawostki. Przestawienie się na bezmięsne gotowanie wymagało początkowo wyobraźni, a codzienne maile dały mi poczucie, że ktoś mnie wspiera (chociaż był to tylko automat do rozsyłania mailingu).

Co ciekawe, nie odkryłam zbyt wielu zaskakujących produktów – ale to raczej wynika z faktu, że wcześniej też lubiłam próbować nowe rzeczy. Odkryłam za to, że nie przepadam za produktami sojowymi (z wyjątkiem tofu i mleka sojowego, ale to lubiłam też wcześniej) i że bardzo mi nie podchodzą wszelkie imitacje mięsa. Boleśnie przekonałam się o tym próbując kabanosów z łososia – chyba najgorszą rzecz, jaką jadłam w życiu.

Uwielbiam moment, kiedy przynoszę do domu torbę warzyw i zaczynam je kroić, obierać, gotować i przyprawiać i tworzyć potrawę od najprostszej, najbardziej podstawowej formy produktu, jaka tylko istnieje. Z tego też powodu postów w ostatnim czasie było mało – musiałam się przestawić, nauczyć inaczej gotować, eksperymenty wiadomo, nie zawsze od razu są udane. Teraz na blogu będzie bez mięsa, ale też będą tutaj głównie pomysły "śniadaniowe" – bo sobotnie i niedzielne śniadania to nasz ulubiony posiłek, na który zawsze staramy się znaleźć czas. Zamiast szukania na siłę różnorodnych przepisów, chciałabym skupić się na pokazywaniu tego, co najbardziej lubię. A więc – do dzieła!

11 sierpnia 2014

Boćwina z mlekiem kokosowym



Nigdy nie przepadałam za buraczkami. No, niestety – żadne wymyślne przepisy ani zachęty nie zmieniały mojego nastawienia. Ostatnio przechadzając się po straganach, zainspirowana przepisem na krem z buraków (było to dość luźne skojarzenie) chwyciłam boćwinę z założeniem że "coś się wymyśli..."

W zupie, żeby złagodzić buraczany smak wylądował też kalafior i kilka innych warzyw – z dość sporym zaskoczeniem odkryłam, że wyszła naprawdę pyszna zupa. Jedynym niewegańskim dodatkiem jest łyżka jogurtu naturalnego dodana na sam koniec do miseczki, tuż przed podaniem.


Składniki:
* 2 marchewki
* pietruszka
* mały por
* 1/2 kalafiora
* 1/2 selera
* duży pęczek boćwiny
* łyżka oleju (u mnie słonecznikowy)
* przyprawy: sól, pieprz, szczypta papryki, odrobina "jarzynki", kilka kropel sosu sojowego, liście laurowe
* kartonik mleka kokosowego (ok. 300 ml).

do podania:
* świeży koperek
* szczypior
* jogurt naturalny

  1. Z dwóch litrów wody i jarzyn (oprócz kalafiora i boćwiny) na małym ogniu należy ugotować wywar. Najlepiej pokroić je i powolutku gotować. Dodać przyprawy, olej i przykryć, pozwolić mu się gotować na małym ogniu jakieś 30-40 minut.
  2. Kalafior pokroić na małe różyczki, liście boćwiny umyć, posiekać (razem z łodygami). Buraczki obrać i pokroić w niedużą kostkę. Wrzucić najpierw buraczki, po ok. 5 minutach kalafior, a na końcu liście. Gotować aż kawałki łodyg boćwiny będą miękkie, ale nierozgotowane.
  3. Na koniec dodać mleko kokosowe i zamieszać - najlepiej pod koniec gotowania.
  4. Zupę podawać posypaną szczypiorkiem i koperkiem, z łyżką jogurtu, lub bez – w wersji roślinnej.
Smacznego!




21 czerwca 2014

Shake truskawkowo-bananowy z kaszą jaglaną



Powinnam chyba sprofilować mojego bloga jako bloga z ekspresowymi przepisami... no, bo lubię gotować, ale rzadko kiedy mam czas i chęci na stanie w kuchni godzinami.

Największym problemem są w naszym domu śniadania – mieszkając kiedyś (krótko!) z kuzynem i jego żoną nie mogłam wyjść z podziwu, że potrafili wstawać w środę o 5.30 żeby razem sobie smażyć naleśniki na śniadanie, podczas gdy ja na autopilocie byłam w stanie jedynie wyjąć kromkę chleba i zjeść ją z czymś przypadkowo chwyconym z lodówki.

Ostatnio zakochałam się w kaszy jaglanej – wcześniej nie lubiłam jej, a dokładniej nie smakowała mi z mięsnymi sosami - kiepska konsystencja, mdły smak, ble! Ale na słodko, to zupełnie inna bajka. Gotuję jej więcej i trzymam w zamkniętym pojemniku. I robię koktaile, o takie:

Koktail truskawkowo-bananowy z kaszą jaglaną:
* garść truskawek
* banan
* 3-4 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej
* mleko sojowe / kokosowe / zwykłej / jogurt / maślanka - czyli co akurat sięgnę z lodówki
* łyżeczka miodu do smaku – chociaż w wersji z bananem nie jest to konieczne.
  1. Wszystkie produkty umieścić w pojemniku miksera (u mnie taki pojemnik ma ok. 700 ml - akurat na dwie solidne szklanki koktailu.
  2. Zmiksować.
  3. Smacznego!




16 czerwca 2014

Wspomnienia z festiwalu Europa Na Widelcu

Jak zwykle z lekkim opóźnieniem (teraz mogę się tłumaczyć przygotowaniami do ślubu...) chciałam zostawić ślad po mojej wizycie na festiwalu Europa Na widelcu. Wybrałam się na Rynek w dość upalne niedzielne popołudnie. Tradycyjnie już, można się było schłodzić rozpylaną wprost na chodnik wodą :)



Niespiesznie obeszłam stragany na których można było zakupić przysmaki z różnych miejsc w Europie – skusiliśmy się na baklavę, która chociaż sprzedawana przez pana, który wyglądał jak mieszkaniec Turcji –tonęła w syropie cukrowym i właściwie trudno było wyczuć w niej orzechowy posmak. Spodziewałam, że przeniosę się po niej wspomnieniami do Stambułu, a tylko oblepiłam sobie palce...

Spodobały mi się za to bardzo stoiska z polskimi winami (dość drogimi na moje możliwości, ale wiadomo – w sklepach nie do dostania, więc nie marudzę). Zakupiliśmy też na stoisku z litewskimi wędlinami kawałek suszonej kiełbasy (której z wiadomych względów nie jadłam, ale wyglądała obłędnie. A. mówi, że bardzo dobra), i kwas chlebowy – taki sam, jaki popijaliśmy w Wilnie.

Trochę było mi szkoda, że w niedzielę po południu (czyli bliżej zamknięcia festiwalu) na ciepło można było zjeść tylko kiełbaski i mięsa z grilla, co kojarzy mi się trochę z festynami i nie pasuje do Rynku. Za to bardzo spodobały mi się zielone aranżacje, siedzenia huśtawki i trawniczki – ludzie chętnie na nich przysiadali i widać było, że szukają wytchnienia w zieleni. Jedyne, czego żałuję to brak czasu, żeby wziąć udział w festiwalowych warsztatach, bo program był bardzo ciekawy. Może mi się jeszcze uda nadrobić w przyszłym sezonie?

Ponieważ nie udało mi się zjeść niczego konkretnego (nie narzekam – zaopatrzyliśmy się w innego rodzaju smakołyki) poszłam na najgorszego wegańskiego burgera w całym mieście, ale to już zupełnie inna historia... 







18 kwietnia 2014

Kuskus na słodko



Za kuskusem w wytrawnej wersji jakoś nigdy specjalnie nie przepadałam. Nie wykluczam, że po prostu nie trafiałam na dobre przepisy, ale myślę, że to po prostu nie był "mój smak".

Przepis na słodką wersję znalazłam w książce Jamiego Oliviera "Kulinarne wyprawy Jaimiego" w części poświęconej Maroku - oczywiście ingrediencje były trochę inne, ale liczy się idea, bo dodatki można wybierać dość dowolnie. Lekko kwaskowaty dżem morelowy przełamuje słodycz bakalii. Można dodać łyżeczkę miodu, jeśli ktoś lubi bardzo słodkie śniadania.

Jamie Olivier podaje przepis na konfiturę morelową i praży pistacje z miodem, ja niestety musiałam poratować się gotowcami, jak to często bywa rano, przed wyjściem do pracy. Nie wykluczam jednak powrotu do oryginalnego przepisu w jakiś wolny, niedzielny poranek!



































Składniki / 2 porcje:
* mała filiżanka kaszy kuskus
* 2 filiżanki mleka (2 razy więcej niż kaszy)
* garść ulubionych bakalii
* 2 łyżeczki dżemu morelowego

1. Podgrzać mleko, zalać kuskus gorącym mlekiem. Przykryć naczynie i odstawić na 10 minut.
2. Przełożyć kaszę do miseczek, dodać bakalie i dżem.

Nic trudnego!

16 kwietnia 2014

Zjadanie zwierząt - Jonathan Safran Foer

Pamiętam, kiedy pierwszy raz w życiu spotkałam wegetarianina. Musiałam być wtedy małym dzieckiem - do mojej mamy przyszła koleżanka z narzeczonym. Mama była przejęta, bo uwielbia karmić ludzi i zastanawiała się, co mu przygotować. Wtedy też dowiedziałam się, co znaczy być wegetarianinem. Nie pamiętam, jak ten pan się nazywał, ale pamiętam swoje zdziwienie, bo był dość gruby, a mnie wydawało się, że jak ktoś nie je mięsa, to pewnie będzie bardzo szczupły.

Potem wydawało mi się, że wegetarianie to tacy ludzie, którzy nie lubią mięsa. I że tak im szkoda zwierzątek, że smak mięsa budzi w nich wstręt. Zastanawiałam się nawet, dlaczego tak strasznie starają się przygotować dania, które mają w smaku, strukturze i kolorze przypominać mięso.




Potem zaczełam się zastanawiać nad ideą niejedzenia mięsa.

W którymś momencie ośmieliłam się wypowiedzieć opinię, według której człowiek jako istota rozumna, mógłby porzucić jedzenie mięsa, bo przecież potrafi sobie wykombinować wartościowe posiłki opierając się na kuchni roślinnej.

W trakcie czytania Zjadania zwierząt musiałam nad tym wszystkim zastanowić się jeszcze raz. To nie jest książka o wegetarianizmie - jest to książka o przemysłowej hodowli - systemie, który dostarcza ludziom taniego mięsa. Systemie, który ma wpływ na cały nasz świat - choroby, zanieczyszczenia, ekonomię, niesprawiedliwą dystrybucję żywności na świecie. I finalnie systemie który jest nastawiony wyłącznie na zysk - kosztem cierpiena zwierząt i ludzi.

Książka Foera stawia czytelnika w sytuacji, w której każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce brać w tym udział. Czy chwila przyjemności z jedzenia mięsa to wystarczający powód żeby dołożyć swoją cegiełkę do utrzymania tego systemu? Dlaczego nie zjadłabym swojego psa, a jem świnię? I wreszcie: czy czułabym się lepiej rezygnując z jedzenia mięsa? Stawia też pytania bardziej uniwersalne - o miejsca człowieka na Ziemi i o tym, jak bardzo nonszalanccy możemy być w zawłaszczaniu sobie planety i żyjących na niej stworzeń.

Nie jestem wegetarianką. Nigdy nawet poważnie nie myślałam o przejściu na taką dietę, chociaż zdarzały mi się okresy w których rzadziej sięgałam po mięso.

Odkąd otworzyłam Zjadanie zwierząt nie wzięłam mięsa do ust.

Nie mam pojęcia, jak zakończy się ta historia - czy miłośnik krwistych steków może je porzucić w imię lepszego moralnego sampoczucia? Czy wystarczy świadomość tego jakie i skąd pochodzące produkty kupujemy? Czy zjedzenie kurczaka wyhodowanego “na wolności” jest lepsze od tego na fermie? Tak jak już napisałam - więcej tutaj pytań niż odpowiedzi, których jeszcze nie mam.

9 kwietnia 2014

Szybki łosoś z piekarnika i rybami zdobione talerze

Pomysł na szybkie przygotowanie w piekarniku łososia, którego gotowanie na parze już się znudziło, a smażenie nie wchodzi w grę. W międzyczasie można przygotować sałatkę lub, jak w moim przypadku – zblanszować brokuła.
Zawsze reklamuję swoje przepisy tym, że szybko się je robi – może już powinnam przestać o tym wspominać? Albo dla odmiany warzyć coś przez tydzień i zdawać relację na żywo? :) Kiedyś o tym pomyślę!

Potrzebne będą:
* filet z łososia
* 3 ząbki czosnku
* szczypta szczypiorku
* sól i pieprz
* trochę oliwy z oliwek

Łososia ułożyć na folii aluminiowej, posolić i popieprzyć, posypać pokrojonym na plasterki czosnkiem z grubsza przesiekanym szczypiorkiem, ochlapać kilkoma kroplami oliwy z oliwek. Piec 15 minut w piekarniku nagrzanym do 150 stopni.



No dobra, przepis na rybę jest tak naprawdę pretekstem do rozpoczęcia cyklu pt. "Rzeczy, które chciałabym mieć, ale nie mam na nie miejsca w moim 30-metrowym mieszkaniu". Nie mogę ich mieć w domu, więc chociaż będę te klamoty zbierać wirtualnie, na blogu. Chciałabym żeby  wiązały się one z tematem okołojedzeniowym, więc prezentuję talerze dorybne. 

Co z nimi robić? Świetnie nadają się do jedzenia z nich ryb. Innych potraw nie. Moja mama ma zestaw talerzy w kształcie ryby – zauważyłam, że niestety każde inne jedzenie dziwnie z nich smakuje. 
Ja bym powiesiła taką rybną kolekcję na dużej, białej ścianie w domku na szwedzkim wybrzeżu, ale niestety, z braku powierzchni ze ścian został mi tylko wall na facebooku...

fot. Amazon

foto: http://shop.homeslicedesign.com/

foto: Jonathan Adler


fot: http://www.desresdesign.co.uk/

fot. http://www.houzz.com/

8 kwietnia 2014

Tort z otrębowych pancakes z bananami

Kolejny pomysł na nasze pancakes sundays – zrobiło się ciepło, więc można już zasiąść w niedzielny poranek z kawą i słodkim śniadaniem na balkonie.

Właściwie gdyby zamiast bananów użyć innych owoców, możnaby to danie przy odrobinie wysiłku niemal uznać za dietetyczne :) Do naleśników użyłam mąki zrobionej ze zmielonych otrębów owsianych – można je zmielić w młynku do kawy. Naleśniki szybko się smażą, na przygotowanie takiego śniadania nie potrzeba więcej niż 20 minut.



Składniki na 2 dorodne naleśniki:
* 2 jajka
* 4 łyżki zmielonych otrębów owsianych
* 1 łyżka mąki przennej
* 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
* 1/2 szklanki mleka
* łyżka kakao

Jajka roztrzepać za pomocą robota kuchennego - zmniejszyć obroty i dodać mleko, mąki (obie), kakao i proszek do pieczenia. Połowę ciasta wylać na rozgrzaną, lekko natłuszczoną patelnię i smażyć z obu stron, to samo zrobić z drugą połową ciasta.

Do przełożenia użyłam bananów, serka naturalnego, łyżeczki miodu i garść orzechów. Nie trzeba za bardzo dosładzać naleśników ani serka - owoce i miód załatwią sprawę :)





10 grudnia 2013

Zupa krem z kukurydzy



Dla tych, którzy lubią zasiąść z miską gorącej, gęstej zupy w zimowy wieczór. Aromatyczna, wyrazista w smaku i sycąca, a przy tym bardzo łatwa do wykonania zupa. Polecam dobrze doprawić ostrym pimientónem lub chilli, imbirem lub innymi, ulubionymi przyprawami.
Wzorowałam się na przepisie z magazynu Kukbuk, ale jak to zwykle bywa, musiałam go zinterpretować po swojemu.

Składniki:
* czerwona cebula
* 2 ząbki czosnku
* 2 puszki kukurydzy
* suszona bazylia, pimientón, sól, pieprz
* szczypta suszonego imbiru
* kilka listków świeżej bazylii
* oliwa z oliwek
* jogurt naturalny

  1. Cebulę i czosnek posiekać, w rondlu zeszklić na łyżce oliwy.
  2. Do cebuli dodać odsączoną kukurydzę, wlać 300 ml wody i wszystko zmiksować na gładką masę. 
  3. Dodać przyprawy, gotować jeszcze ok. 10 minut.
  4. Przybrać świeżymi listkami bazylii, łyżką jogurtu naturalnego i pokropić odrobiną oliwy z oliwek.





Copyright © 2014 Jedzonkowo