16 czerwca 2014

Wspomnienia z festiwalu Europa Na Widelcu

Jak zwykle z lekkim opóźnieniem (teraz mogę się tłumaczyć przygotowaniami do ślubu...) chciałam zostawić ślad po mojej wizycie na festiwalu Europa Na widelcu. Wybrałam się na Rynek w dość upalne niedzielne popołudnie. Tradycyjnie już, można się było schłodzić rozpylaną wprost na chodnik wodą :)



Niespiesznie obeszłam stragany na których można było zakupić przysmaki z różnych miejsc w Europie – skusiliśmy się na baklavę, która chociaż sprzedawana przez pana, który wyglądał jak mieszkaniec Turcji –tonęła w syropie cukrowym i właściwie trudno było wyczuć w niej orzechowy posmak. Spodziewałam, że przeniosę się po niej wspomnieniami do Stambułu, a tylko oblepiłam sobie palce...

Spodobały mi się za to bardzo stoiska z polskimi winami (dość drogimi na moje możliwości, ale wiadomo – w sklepach nie do dostania, więc nie marudzę). Zakupiliśmy też na stoisku z litewskimi wędlinami kawałek suszonej kiełbasy (której z wiadomych względów nie jadłam, ale wyglądała obłędnie. A. mówi, że bardzo dobra), i kwas chlebowy – taki sam, jaki popijaliśmy w Wilnie.

Trochę było mi szkoda, że w niedzielę po południu (czyli bliżej zamknięcia festiwalu) na ciepło można było zjeść tylko kiełbaski i mięsa z grilla, co kojarzy mi się trochę z festynami i nie pasuje do Rynku. Za to bardzo spodobały mi się zielone aranżacje, siedzenia huśtawki i trawniczki – ludzie chętnie na nich przysiadali i widać było, że szukają wytchnienia w zieleni. Jedyne, czego żałuję to brak czasu, żeby wziąć udział w festiwalowych warsztatach, bo program był bardzo ciekawy. Może mi się jeszcze uda nadrobić w przyszłym sezonie?

Ponieważ nie udało mi się zjeść niczego konkretnego (nie narzekam – zaopatrzyliśmy się w innego rodzaju smakołyki) poszłam na najgorszego wegańskiego burgera w całym mieście, ale to już zupełnie inna historia... 







0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Jedzonkowo